Filozof na sali sadowej

Sprawdzalem pogode w Polsce i widze, ze nic specjalnego… Slabiej dzis niz u nas.  Pewnie sandalki i letnie sukienki juz schowane do szafy…  :cry: Siedze sam w pustej sali sadowej, slucham Lisy Stansfield z mojego bloga. Ta piosenka to moj hicior nr 1 minionego lata. Zaczela grac w aucie, gdy startowalem spod domu na wakacje w sierpniu. Gra tak do dzis. Gra, bo przywoluje wspomnienia. Wyswietla mi obraz plazy w Swinoujsciu, zimnych fal, parawanow napompowanych wiatrem, ludzi beztrosko leniuchujacych w sloncu, piasku we wlosach i piasku… na tylku.

Z kazdym dniem potrzeba coraz wiecej wysilku aby ten obraz zobaczyc znow… niestety. Taka moja ulomnosc bolesna. Czy mozna zrobic cos zeby go zapisac na zawsze? Czy kiedys sie powtorzy? Jak sobie radzic z umyslem i sercem bujajacymi w przestworzach i broniacymi sie przed zejsciem na twardy grunt. A moze nie warto sprowadzac ich na ziemie? Pozwolic im bujac w oblokach swobodnie? I czekac az przyjdzie burza i wszystko rozpieprzy?

Pozornie zycie toczy sie jak zwykle. Pozornie wszystko dziala jak dawniej. To samo miejsce na ziemi, ci sami ludzie wkolo, ta sama praca, te same codzienne pierdoly. A jednak czuje, ze cos sie zmienilo bezpowrotnie. Jakby cos umarlo, skonczylo sie permanentnie, pozostalo daleko za mna. Ale zycie nie znosi prozni. Jesli w zyciu masz proznie, to nie zyjesz. A jesli zyjesz, to te proznie musi cos wypelnic. A moze wciaz nie chce sam sobie odpowiedziec? Moze chce pozostawac w takim stanie beztroskiej nieswiadomosci, bojac sie tego co ma nadejsc? Moze nie chce sie obudzic? Moze wciaz kurczowo sie trzymam tego czego juz i tak dawno nie ma, co jest juz przeszloscia?

Za duzo pytan i chyba mam to w dupie. Let it be… No to jeszcze raz Lisa na koniec.





Znajdz sobie lepiej jakies inne zajecie…

…uslyszalem kiedys od A. gdy bylem w wyjatkowej potrzebie emocjonalno-psychiczno-fizycznej… A dzis pewna audycja satyryczna przypomniala mi piosenke. I chociaz audycja satyryczna, to piosenka bardziej smutna niz rozrywkowa. Taka gorzko-kwasno-slodka… powiedzialbym.



The Second Day After

Jak wiele dni „po” jeszcze zdolam naliczyc? Kiedy rozmyje sie piekne wspomnienie? Kiedy uleci zapach lata na plazy? Dzis wyraznie poczulem, ze to nieuchronne, ze konczy sie chyba najpiekniejsze lato ever, ze za jakis czas tak trudno bedzie przywolac wspomnienie… Glupia jesien zapukala dzis i chce mnie zmusic do powrotu do bezbarwnej rzeczywistosci. To na razie dopiero pierwszy, bardzo niewyrazny znak, ktory jednak zapowiada nieuchronnosc. Wiadomo, ze franca nie odpusci. Owszem czasem bywa piekna, uwodzicielska, ciepla i przyjazna. Ale jak tu cieszyc sie nia w pojedynke?! Probuje w jakis sposob zachowac te cenne klejnoty ale kiedys trzeba sprzatnac po sniadaniu. Nie da sie tylko zamknac drzwi, wrocic za rok i od razu znalezc sie w tej samej bajce. Ja wiem, moj sentymentalizm kiedys mnie zgubi. Tak naprawde cholernie trudno byc twardym a nie mientkim (cokolwiek to znaczy – hihi) i udawac, ze wszystko jest OK. Ale dosc tego. Nikt za mnie nie zbierze mnie do kupy. Jeszcze tylko piosenka dnia:

A moze jeszcze jedna bo ta pierwsza jakas za wesola  ;-)

Kurde… bylbym palantem gdyby pominal te wersje:

The Day After…

… zaczal sie od tego kawalka, gdy zbudzilem radio zeby zagluszyc cisze, pustke i potwornie prawdziwa mysl, ze znow sniadanie bede jadl sam …

Chociaz tak naprawde obudzil mnie ten glupi palant o 4.30. No kogo on kuzwa interesuje o tej porze?! Gdzie jest kiedy jest potrzebny?! No i o 6.00 znowu. Chyba go pogielo na maxa !! To po po prostu niewiarygodne!! Jakas masakra…

 

Urlop. Epizod 2 – cd.

Na czym to…? Aha, juz wiem. Dziwne uczucie… rozladowujesz auto i na schodach spotykasz sasiada z gory.

-          Czesc Mirek – mowisz, a on nic tylko reka ci macha jakos tak nienaturalnie i dziwnie patrzy.

-          Co ci sie stalo? Mowic nie mozesz? – kiwa glowa w odpowiedzi i wykonuje ruch oznaczajacy podcinanie gardla.

-          No wez nie mow… raka miales? – kiwniecie glowa

-          Operacje miales? – znow kiwniecie

-          Udalo sie?

-          Nie ma przerzutow?

-          Bedziesz mogl mowic? – trzy kiwniecia po czym wyjmuje notes i dlugopis i zaczyna pisac.

Nagle gosc, ktory zamienil ze mna raptem pare slow przez 23 lata,  ma ochote rozmawiac, piszac gdy nie moze mowic! Zdumiewajace… No coz, takie zycie. Ale to nie wzielo sie z niczego. Napisal, ze palil przez 42 lata, co najmniej paczke dziennie. Tego wieczora LuzneGadki zaliczyl jeszcze promenade nad morzem, bo szkoda takiej pieknej, letniej nocy. W Szwecji tego nie ma.

W poniedzialek przed poludniem obowiazkowa runda po miescie, troche podstawowych zakupow. Pogoda cudowna, dojrzale lato, takie jak najbardziej lubie. W miescie mnostwo opalonych, pieknie rozebranych kobiet. Naprawde trudno spokojnie przejsc ulica. Przede mna para emerytow. Ida w tym samym kierunku a naprzeciwko nas brunetka po 30-stce w zwiewnej sukience. Mija nas gdy ja wyprzedzam staruszkow.

-          Co dziadku? Jeszcze sie za dziewczynami ogladasz…? – mowi ona do niego, a mi jakos smutno sie nagle zrobilo nie wiedziec czemu…

Na plazy wialo jak diabli. Ale cudownie wialo. Woda ciepla, fale wysokie, zyc nie umierac. Wdychac lato pelna piersia, do konca, do ostatniej kropelki i ostatniego ziarnka. Wieczorem na promedadzie tlumy. Jak ja to kocham!! Wzialem rybke i piwo. Nagle przysiada sie podpity gosc i po chwili pyta czy wiem co mu sie przydarzylo. No a niby skad mam wiedziec. Wcielo mu karte w bankomacie, pracuje w Niemczech, przyjechal z rodzina na urlop i chcial pieniadze zeby zaplacic za kwatere. A tu dupa. A ma na koncie 20 tys. ojro itd, itp. Spieprzylem gdy poszedl do WC. Nie zeby cos tam… nawet zabawnie bylo ale co za duzo itd.

W nocy w Centrali FAMA. Kiepski duet gitarowo-akordeonowy a po nim fantastyczny kabaret. I mnostwo mlodziezy, wesolej, dynamicznej, rozgadanej i rozbawionej. Mamy naprawde fantastyczna mlodziez, utalentowana, zaangazowana, pozytywna, kreatywna, dowcipna i piekna. A zwlaszcza studentki… :-D .

Dzis nowa piosenka Bryana…

Urlop. Epizod 2

Tym razem LuzneGadki obiecal sobie, ze to bedzie prawdziwy urlop. Zero remontow, zero planowania, zero kobiet, zero stresu. Za to 100% luzu i pelna improwizacja. W koncu, to TYLKO dwa tygodnie. Szkoda marnowac na pierdoly chocby jedna minute.

Zaczelo sie obiecujaco, bo juz pierwszego wieczora, zaraz po przyjezdzie, LuzneGadki poczul klimat przeprawy promowej. Zero tolerancji dla obcych rejestracji. Nie udalo sie zalapac na przeprawe w centrum, tak wiec dojazd do letniej rezydencji wydluzyl sie o 1 godzine i 14 kilometrow. Ale zgodnie z wakacyjnym credo, ta pierwsza niedogodnosc zostala przekuta w zysk dla niezaspokojonej samczej natury naszego bohatera, ktory jako miszcz kierownicy, w drodze do przeprawy promowej, wymijal przyjezdnych cwokow, jak Ingemar Stenmark (czy ktos go jeszcze pamieta?) tyczki w slalomie. To oczywiscie zaskutkowalo premia w postaci miejsca na pierwszym odplywajacym promie. Bezcenne. Kto choc raz czekal w kolejce na przeprawie w Swinoujsciu, ten czuje klimat.

W rezydencji niestety delikatny nielad pozostawiony przez malzonke i potomstwo. Czyli bez niewielkiego wkladu pracy sie nie obedzie. No chyba, ze LuzneGadki zdecyduje sie na spedzenie urlopu w syfie. LuzneGadki przemysli temat…

Tu nastapi przerwa w relacji, gdyz komentator udaje sie na Koncert inauguracyjny FAMY w Jazz Clubie Centrala. Ciag dalszy tym razem na pewno nastapi. A na razie piosenka:



… mmm… mniam J

I wersja koncertowa – moim zdaniem genialna!



Poznasz blizniego…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

… po biurku jego. Ten blizni na przyklad, za pare godzin zaczyna urlop. Dzisiaj jest jeszcze przy biurku czasami ale jutro juz bedzie tu…

plaza1

… i bedzie sluchal wakacyjnych piosenek, na przyklad takich:



Pieprzone wakacje!

Czy to normalne cholera? Rano mijam jeszcze ludzi w czapkach i rekawiczkach, wieczory zimne jak w marcu, slonca jak na lekarstwo. Co to za wakacje?! I tak juz slabo zaludniona Szwecja, wyludnila sie jeszcze bardziej. Zakonczenie szkoly bylo w srode. W czwartek z ulic zniknely autobusy i samochody dowozace malolatow do pobliskiej szkoly. Wszystko stopniowo zwalnia i zapada w wakacyjna sieste. Od poniedzialku ludzie beda pracowac przewaznie na dyzurach.  Ja wyjezdzam w piatek. Trzy tygodnie bede sam. I to mnie przeraza. Nie zebym pragnal byc z A. Zeszloroczne wspolne wakacje prawie mnie zabily. Teraz tez nie byloby lepiej. Jestem sam nawet jesli jestem z nia. To jest ten prawdziwy problem. Ona pewnie ma podobnie. Tylko nie daje tego po sobie poznac. Czasem marze o tym, zeby juz na promie spotkac dziewczyne w podobnej sytuacji, zakochac sie, spedzic z nia trzy cudowne tygodnie a potem zapomniec. Bez bolu, bez zobowiazan, bez konsekwencji. Wiem, ze to glupie w moim wieku. To chyba dlugotrwaly deficyt uczuc tak mi robi. Wstyd sie przyznawac. Inni choruja, nie maja na lekarstwa, ziemia im sie trzesie, zalewa ich powodz, zjadaja ich tygrysy, niedzwiedzie laduja na klimatyzatorach, a ja jecze, ze bede sam na urlopie. Posrane to wszystko. Jak zwykle trza byc twardym a nie mientkim. Moj jedyny kolezka, mlodszy o piec lat twierdzi, ze to wszystko przez slaby poziom testosteronu. On byl u lekarza od tych spraw i teraz jest jak nowo narodzony. Orgazmy czeste i dlugie. Jego sex-kolezanka zachwycona. A ja sobie mysle, ze w jego wieku i tak mialem dobrze. Wtedy nie potrzebowalem hormonow tylko bromu. Dzis, jego tezy nie mozna wykluczyc. Podobno mam typowe objawy. Ze nie chce sie chciec.

Poki co trza dotrwac do czwartku, sie spakowac, wyruszyc w droge, a pozniej sie zobaczy.A na pocieszenie…